VI Supermataron Gór Stołowych, wielbłądy górą

Wszystko wskazywało na to, że udział w Supermaratonie Gór Stołowych będzie miłym treningiem przed moim startem w DFGB. Zwykłe 50km po pięknej trasie,  w spacerowym, przyjemnym tempie. Czasem jednak plany mają się nijak do rzeczywistości. Góry Stołowe po prostu przeżuły mnie i wypluły, a z 480 startujących zawodników, bieg ukończyło 376.

Szczeliniec - meta Supermaratonu Gór Stołowych

Szczeliniec – meta Supermaratonu Gór Stołowych

Już kilkanaście dni przed startem wiadomo było, że pogoda w czasie biegu będzie idealna. Niestety idealna, ale nie do biegania, a tym bardziej nie do biegania maratonów. Jakby tego było mało, w ostatniej chwili okazało się, że w tym samym czasie Czesi organizują zawody MTB.  Część ich trasy pokrywa się z trasą maratonu. Zatem, żeby  500 biegaczy nie zderzyło się z setką rowerzystów pędzących z góry, start maratonu został przesunięty z 9:00 na 11:00. Musiałem wiec jeszcze dłużej biec w piekielnym ukropie.

Ponieważ był to start typowo treningowy, ustawiłem się z tyłu i zacząłem bieg bardzo spokojnie. Miało to swoje zalety, jak i wady. Pierwsza cześć trasy biegnie bowiem wąskimi i krętymi ścieżkami.  Utrudnia to znacząco wyprzedanie, a czasami całkowicie je uniemożliwia.  Na tej części trasy często dochodziło do zatorów, które całkowicie blokowały ruch.

Super Maraton Gór Stołowych

Super Maraton Gór Stołowych

Po godzinie biegu była już 12:00 i dobiegłem do pierwszego bufetu. Po kolejnej do następnego, na 18 kilometrze (czyli tego samego).  Temperatura dawała o sobie zać z każdą minutą coraz bardziej. Przez te pierwsze 18 km opróżniłem prawie całkowicie 1,5 litrowy bukłak z wodą i dodatkowo wypiłem po 2-3 kubki wody w każdym bufecie. Jeszcze wtedy powtarzałem sobie śpiewkę o tym , że uda mi się dotrzeć na metę z zakładanym czasie 6:30-7:00. Ale wiedziałem, że były to jej ostatnie zwrotki.

Trasa ma swój start w malowniczej Pasterce, metę na Szczelińcu i jest bardzo trudna technicznie. Obfituje w strome podbiegi, podejścia i strome zbiegi. Trudno jednak liczyć na to, że na zbiegach uda się nadrobić choć odrobinkę czasu straconego na podejściach. Większość z nich jest bardzo trudna technicznie, pełna kamieni, korzeni. To samo tyczy się podbiegów, które śmiało można nazwać podejściami, bo biegać na nich nie sposób. Po wielu godzinach przemieszczania się w takich temperaturach nie miałem nawet sił podnosić nóg by pokonać następne podejście. Najgorzej było chyba na podejściu na Mały  Karłów, które bezpośrednio poprzedza ostre i strasznie trudne zejście.

Super Maraton Gór Stołowych - profil trasy

Super Maraton Gór Stołowych – profil trasy

Siły i wiarę w swoje możliwości odzyskałem dopiero pod koniec biegu, na podejściu na błędne skały. Było już po godzinie 17 i słońce wyraźnie się osłabiło. Udało mi się w miarę sprawnie dotrzeć do ostatniego bufetu, pokonać trasę czerwonym szlakiem, wzdłuż błędnych skał i powrócić szosą do Karłowa.

Z całej trasy najciekawsze jest jednak finalne podejście schodami na Szczeliniec. Wyobraźcie sobie, że macie w nogach 50km po kamieniach i korzeniach, w temperaturze 35stopni i na koniec macie jeszcze wejść po schodach 450 m pionowo do góry. Każdy schodek do kolejne, samodzielne  wyzwanie. Jednak doping kibiców i zawodników, którzy po zakończonym biegu już schodzili w dół, był niesamowity. Naprawdę momentami czułem się jakbym biegł po pierwsze miejsce, a nie po miejsce na początku trzeciej setki. Wszyscy klaskali i krzyczeli „dasz radę”, „już niedaleko”, „jeszcze tylko parę schodków”. Cudowne podejście, warto było dla tej chwili poświecić 8 godzin i 7 minut i przebiec te 50km.

Medal Super Maratonu Gór Stołowych

Medal Super Maratonu Gór Stołowych

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>