Lekcja 0: Nie zaczynam bo i tak będę najgorszy …

NIE ZACZYNAM BO I TAK BĘDĘ NAJGORSZY

Boję się pójść na siłownię, bo jak ludzie zobaczą moje zwały tłuszczu, to będzie śmiech…
Nie wyjdę pobiegać, bo się wszyscy będą śmiali, że robię to tak wolno…
Nie idę popływać, bo mi wstyd, że nie przepłynę nawet jednego basenu…

Tak zaczynała się kiedyś większość moich wymówek. Wszystkie stosowałem skutecznie i z natychmiastowym powodzeniem. Czasem, gdy siedziałem przed telewizorem, a głowie pojawiała się jakaś niepokorna myśl, że może by jednak spróbować, wystarczyło przywołać jedną z nich. Świat od razu wracał do równowagi, a ja lądowałem pod ciepłą kołderką strefy komfortu.

Tak było przez kilka lat. Jednak, na przekór temu wszystkiemu, w trzy i pół roku wszystko się zmieniło. Spełniało się moje życiowe marzenie – start w najstarszym maratonie na świecie. Boston, Massachusetts. Miał być to najważniejszy start życia, spełnienie wszystkich zachcianek, coś jak wygrana 6 w lotto.

Boston, bieg na 5 km

Boston, bieg na 5 km

Dzień wcześniej miał miejsce start biegu na 5km. Ponieważ ja nie mogłem się forsować (dzień później mega ważny start) moja ukochana żona zgodziła się, że cześć trasy przetruchtamy, a część przejdziemy pieszo. Miała to być tak miła rozgrzewka przed nadchodzącym startem.

Byłem pewni, że ukończymy na ostatnim miejscu, otoczeni przez sprzątających wolontariuszy i opustoszałe już trybuny. Faktycznie, ukończyliśmy nasz marszobieg w czasie około 42 minut.

Jakie było nasze zdziwienie na trasie, że wcale nie jesteśmy ostatni, że nie jesteśmy nawet na końcu. Biegliśmy otoczeni przez ludzi w różnym wieku, od nastolatków, po ludzi w podeszłym wieku. Jedni szczupli jak szczypiorki, inni z zaawansowaną nadwagą. Jedni truchtali szybciej inni wolniej. Każdy co chwilę przechodził do marszu, ale wszyscy walczyli. Walczyli o dotarcie do mety. Spoceni, charczący i wypluwający płuca na ostatnim oddechu.

Gdy mijaliśmy jej linię, tłum kibiców na trybunach skandował: „BRAVO”, „GOOD JOB” i „YOU ARE GREAT”. Dostaliśmy większe brawa niż Kenijczyk, który te zawody wygrał. Dzieje się tak niemal na każdych zawodach na świecie. Dlatego, jeżeli chcesz na mecie dostać super brawa, przybiegnij na końcu. Pozazdrości Ci ich każdy.

LICZY SIĘ WALKA I TO ŻE SIĘ NIE PODDAJESZ. LICZY SIĘ TO, ŻE DAJESZ Z SIEBIE WSZYSTKO, NAWET GDY NIE JESTEŚ W STANIE WYGRAĆ.

DLATEGO NIE BÓJ SIĘ WSTAĆ Z KANAPY I ZACZĄĆ SIĘ RUSZAĆ.

NAWET JAK BĘDZIESZ OSTATNI TO I TAK BĘDZIESZ LEPSZY OD TYCH, KTÓRZY NIE WYSTARTOWALI.

TYLKO UWAŻAJ!!! TWOJE MARZENIA MOGĄ SIĘ SPEŁNIĆ. CO WTEDY ZROBISZ?

Jeżeli moja historia Ci się podobała, napisz w komentarzu czy masz już odwagę by zmienić swoje życie i zacząć uprawiać sport. Jak widać każdy może. Jeżeli znasz kogoś, kto potrzebuje odrobinę motywacji by się za siebie wziąć, to udostępnij ten link dalej.

Więcej na fb.com/cojabiegam
Janusz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>