Pacemaker, czyli zając którego trzeba gonić

Pacemaker, czyli po polsku zając, ma teoretycznie proste zadanie: pobiec równo jak robot i dotrzeć na linę mety lub do określonego miejsca na trasie, w ściśle określonym czasie. W rzeczywistości okazuje się, że pacemaker ma dużo trudniejsze zadania do wykonania i jest kimś więcej niż tylko króliczkiem, którego trzeba gonić.

Baloniki pacemaker'a biegnącego na 3:45

Baloniki pacemaker’a biegnącego na 3:45

KTO TO ZATEM, KTO?

Pacemaker (czytaj: pejsmejker), czyli z angielska ktoś, kto nadaje tempo (pace), jest często  omyłkowo nazywany peacemaker’em (czytaj: pismejker), czyli rozjemcą. Może pełni  w czasie biegu też taką funkcję, ale starajmy się jednak używać prawidłowej nazwy, a jak nam to nie wychodzi, mówmy lub piszmy po prostu „zając”. Przyznam się, że ja sam bardzo często wypowiadając się na forach pisze przez pomyłkę „peacemaker” ;-(. Jedna literka, a jaka różnica. Pacemaker może być też potocznie nazywany balonikiem lub pejsem.

JAKIE MA ZADANIE?

Zając to biegacz, który podczas zawodów nadaje równe tempo tak, by doprowadzić nas do mety w założonym czasie. Po co? Jako amatorzy startujący w biegach średnio i długodystansowych na początku swojej kariery sportowej nie mamy wyczucia tempa i bardzo często zwalniamy lub przyspieszamy, niwecząc szanse na dobry wynik. Biegnąc za pacemakerem nie musimy martwić się o kontrolowanie tempa, bo robi to za nas bardziej doświadczony kolega z trasy, czyli zając. Biegnąc wiec za nim mamy (a przynajmniej powinniśmy mieć) pewność, że dobiegniemy do mety na założony czas (najczęściej netto).

Pacemaker także zmotywuje nas do wzmożonego wysiłku na trasie. Gdy opadamy z sił, gdy jesteśmy już na 30- którymś kilometrze, nogi mamy ciężkie jak z betonu i nie mamy sił biec dalej, to równe tempo nadawane przez zająca mocno nas zdopinguje do dalszego wysiłku. Poza tym, w grupie zawsze biegnie się lepiej. W jej środku będziemy chronieni od zimnego wiatru i pobiegniemy jak w tunelu aerodynamicznym.

Pacemaker to jednak ktoś więcej niż tylko nadawacz tempa. Z reguły to doświadczony zawodnik z ogromną wiedzą, którą chętnie się dzieli. Może więc być w czasie biegu naszym mentorem, nauczycielem, kolegą czy trenerem. To on powie nam, żebyśmy zdjęli niepotrzebną warstwę ubrania, bo za bardzo się grzejemy. To on nam przypomni by napić się w punkcie odżywczym lub nawet sam poda kubek z piciem. To on zwróci nam uwagę na technikę biegu i co najważniejsze, to on  nam przypomni, że jesteśmy wielcy i zmotywuje do dalszego przebierania nogami 😉

KTO MOŻE ZOSTAĆ ZAJĄCEM?

Przede wszystkim zającem może zostać osoba odpowiednio wytrenowana, której forma sportowa daje zapas w stosunku do czasu, na który prowadzi. Ktoś z rekordem życiowym 3h29 w maratonie, nie będzie najlepszym pejsem na 3h30, bo nie będzie  miał przysłowiowego bufora formy i nie będzie w stanie prowadzić nas „na luzie”. Pacemaker powinien za to mieć umiejętność trzymania odpowiedniego tempa, tak by niepotrzebnie nie zwalniał i nie przyspieszał. Pejs powinien być dobrze przygotowany taktycznie do biegu oraz znać  jego trasę i profil, tak by wiedział w których miejscach tempo może spaść (podbiegi), a w których tempo można delikatnie podkręcać (zbiegi).

TAKTYKA NA BIEG

Baloniki mogą stosować dwie taktyki biegu: normalną, w której od początku do końca biegniemy równym tempem i Negative Split, czyli taką w której stopniowo przyspieszamy, by finalnie 2 cześć biegu przebiec szybciej niż pierwszą. Przed biegiem zając powinien poinformować nas o wybranej taktyce, a jeżeli tego nie zrobi to koniecznie się dopytajcie.

WADY BIEGNIĘCA ZA PACEMAKEREM

Bo jak się okazuje są też takie, niestety. Za zającem  biegnie zazwyczaj spora grupa zawodników, którzy wyglądają jak ogon komety. Sprawia to kłopoty głównie z punktach odżywczych, ponieważ większa liczba zawodników oznacza po prostu tłok. Trudniej jest się „dopchać” nam do stolika z piciem czy jedzeniem, gdy biegnie się w grupie, niż gdy biegnie się samemu. Biegnąc w grupie ryzykujemy też, że ktoś niechcący wytrąci nam kubek z wodą lub my wybiegając z punktu po prostu na kogoś wpadniemy.

Jurek Scott na Poznań Maraton i ogon zawodników traktujących słynnego ultrasa jak  Pacematera

Jurek Scott na Poznań Maraton i ogon zawodników traktujących słynnego ultrasa jak Pacemakera

Jeżeli jednak nie jesteśmy doświadczonymi biegaczami, to skorzystanie z pomocy pacemaker’a na pewno nam nie zaszkodzi, a wiele może pomóc. W czasie biegu poczujecie się swobodnie a dodatkowo będziecie mogli zadać mu wiele pytań, na które on z chęcią odpowie. Co jeść w czasie biegania? Jak często i ile pić? Czy nie zwalniać na podbiegach? Czy…czy…czy…

2 Comments:

  1. Przydatne informacje Januszu i ciekawy wpis. Jeszcze nie biegłam na zawodach z zającem – jak dotąd moim najdłuższym dystansem jest półmaraton na którym to zająców nie było.

    Odpowiedzialna rola spoczywa na takim człowieku . Pozdrawiam :)

    • Rola odpowiedzialna i trudna. Jak zając pobiegnie za szybko, to ludzie będą po jakimś czasie odpadać z grupy, za szybko się zmęczą i stracą energię na bieg. Więc nie dobiegną na metę na czas.
      Z kolei jak zając pobiegnie za wolno to też nie dobrze. Ludzie będą pewni, że dobrze im idzie, bo nie są aż tak zmęczeni jak im się wydawało, że będą. A tu niespodzianka… bo przybiegają na metę spóźnieni ;-(.
      Prawdziwy zając musi czuć tą odpowiedzialność za grupę. A jedynym podziękowaniem będą dobre wyniki zawodników, którzy z nim biegli.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>