Czy 119-sty Boston Maraton był ostatni?

Właśnie kilka dni temu zobaczyłem na instagramie zdjęcie medalu z 119-ego Maratonu Bostońskiego i wszystkie moje wspomnienia odżyły. Od maratonu minęło półtora miesiąca, a ja poczułem się jakbym fizycznie wrócił do Bostonu.

Wiadomo, każda sroka swój ogonek chwali. Jedni piszą, że najlepszy jest Maraton Berliński, bo ma piekielnie szybką trasę. Inni, że to Londyn jest najwspanialszy. Jeszcze inni marzą o bieganiu w Nowym Jorku, bo to największy maraton świata, a w Tokio z kolei jest najbardziej kolorowo itd. Każdy stara się udowodnić, że to właśnie ten konkretny maraton jest najlepszy. Nie będę z tym polemizował. Po prostu napiszę, dlaczego marzę by znów pobiec w Bostonie i dlaczego, każdy kto ma szanse się tam zakwalifikować, powinien zrobić wszystko by tego dopiąć.

119 Boston Maraton 2015 - medal

119 Boston Maraton 2015 – medal

No właśnie, po pierwsze…

KWALIFIKACJA

Do Bostonu nie można się ot, tak po prostu zapisać. Nie ma tam też żadnej loterii, gdzie przy odrobinie szczęścia, prędzej czy później Was wylosują. Do Maratonu Bostońskiego trzeba się zakwalifikować. Co to znaczy? Odpowiednio wcześniej należy pobiec w innym certyfikowanym maratonie i uzyskać w nim odpowiedni wystarczająco dobry czas. Czas ten jest ustalany indywidualnie dla każdej z grup wiekowych i płci. Najciekawsze jest to, że uzyskanie czasu kwalifikującego wcale nie oznacza dostania się na Maraton. Oznacza jedynie, że macie możliwość zgłoszenia chęci udziału w biegu, ale o tym w innym poście.

Niektórzy uważają, że taki sposób kwalifikacji wprowadza do biegu element elitarności. Ja nie nazwał bym elitą kogoś kto biega maraton np. w 3h (tak jak ja), ale taki sposób kwalifikacji gwarantuje Wam jedną rzecz. Będziecie biegli, bark w bark, z takimi samymi świrami, zapaleńcami i maniakami biegania maratonów, jak Wy. Nie będzie tam „przypadkowych” osób.

Po drugie…

ATMOSFERA MIASTA

Wszyscy będą chcieli Was poznać i z Wami porozmawiać… nie, nie tu w Polsce, ale tam w Bostonie. Gdy czytałem relację z biegu Bartka Olszewskiego o panującej tam atmosferze pomyślałem, że z lekka przesadził. I faktycznie, na początku nic wielkiego się nie działo. Wystarczy jednak założyć kurtkę z logiem Maratonu i zaczyna się dziać MAGIA.

Mijające auta zaczynają mrugać  światłami i trąbić. Ludzie zaczepiają Was na ulicy i pytają: „Biegniesz w poniedziałek?”.. „…to super, zobaczysz, że to niesamowite przeżycie, to wspaniały bieg”. Zaczepiają w metrze, w parku, w autobusie, w restauracji.  Wszyscy dokoła wiedzą, że biegniecie i kochają Was za to. Z Bartkiem Olszewskim to nawet zdjęcia ludzie sobie robili.

Nie tylko wszyscy wiedzą, że biegniecie, ale i Wy wiecie kto biegnie. Skąd? Po kurtkach. Po chwili rozeznania, orientujecie się jakiego koloru i wzoru obowiązywała kurtka w danym roku. Z daleka wyłapujecie w tłumie biegacza i wiecie kiedy startował w Bostonie pierwszy raz.

Boston - Fenway Park

Boston – Fenway Park

Kurtka przenosi Was w zupełnie inny wymiar. Nagle orientujecie się, że zamiast od 30 minut siedzieć na trybunach Fanway Park i oglądać  mecz Red Sox’ów, stoicie przy wejściu na stadion i rozmawiacie z bramkarzem, który Was zaczepił. Rozmawiacie o poniedziałkowym starcie, on opowiada Wam ile razu już biegł w Bostonie, jakie są jego ulubione fragmenty trasy, na co trzeba uważać itd. Podobne rzeczy dzieją się w metrze i często trzeba uważać by nie przegapić stacji ;-).

Boston Maraton - kurtki

Boston Maraton – kurtki

Kurtka B.A.A. kupiona na EXPO, jest jak emblemat, jak tatuaż, jak znamię czy sztandar, który określa Waszą przynależność do wspólnoty. Pokazuje też niestety Wasze miejsce w „hierarchii”. Jeżeli macie dwadzieścia parę lat, to przy odrobinie szczęścia  spotkacie kogoś ubranego w kurtką starszą niż Wy, z wyhaftowanymi na plecach kolejnymi datami startów. Mam wrażenie, że biec w Bostonie i nie kupić kurtki z logotypem B.A.A to tak jakby pojechać do Rzymu i nie zobaczyć Papieża, albo być w Paryżu i nie widzieć wierzy Eiffla.

Po trzecie…

KIBICE

… są po prostu jedyni w swoim rodzaju. Rozstawieni praktycznie wzdłuż całej trasy maratonu. Niestety, w tym roku ze względu na złą pogodę było ich zdecydowanie mniej niż zawsze. Temperatura powietrza wynosiła 5  stopni Celsjusza, od czasu do czasu padał deszcz, wiatr wiał w twarz, a spikerka w radiu ogłosiła wszem i wobec, że momentami temperatura odczuwalna wynosiła -1 stopień.

Mimo to kibice nie zawiedli. Można było nawet zobaczyć śmiałków, którzy na przekór pogodzie starali się rozpalać grille. Na domach porozwieszali transparenty, typu „Kick some asphalt”. Kilka rodzin było tak głodnych kibicowania, że mimo deszczu, postawiło przed domami namioty ogrodowe i leżąc na leżakach dopingowali, poprzykrywani kołdrami. Setki dzieciaków przybijało piątki i hałasował różnego rodzaju grzechotkami.

Kulminacją tego wszystkiego jest to, co dzieje się przy żeńskim uniwersytecie. Setki pięknych Pań wykrzykuje Wasze imię i zagrzewa do boju, a cała reszta wyciąga do Was ręce i krzyczy: „Kiss me, kiss me”. No i wielu, …oj wielu całowało. Raj dla Panów.

Cała aglomeracja Bostonu i okoliczne miasteczka żyją tym Maratonem. Jest on na stałe wytłoczony w ich kulturze i nikt tam nie powie, ani nawet nie pomyśli, że „cholera zmów zablokowali pół miasta, bo jacyś wariaci będą biegali”. Praktycznie każdy Bostończyk albo sam biega w tym Maratonie, albo kiedyś biegał, ma kogoś w domu kto biega lub biegał, albo zna kogoś kto biega lub biegał. Dla nich kibicowanie jest tak oczywiste jak dla nas święcenie jajek na Wielkanoc. Mieszkać tam i nie kibicować, to tak jak dla Polaków polać i nie wypić ;-).

Po czwarte…

ORGANIZACJA I WOLONTARIUSZE

Jest rzeczą oczywistą, że jak się organizuje maraton 119 raz z rzędu, to wykonanie musi być wyśmienite. Do tej pory za wzór organizacji uważałem Berlin i za raz po nim nasz Orlen Maraton. Po wizycie w Bostonie musiałem tą listę poprzestawiać.  Wszystko jest poustawiane jak w szwajcarskim zegarku, począwszy od procesu kwalifikacji, przez komunikację email’ową, odbieranie pakietów, expo, podwózkę na start, jak i obsługę podczas biegu.

A ze względu charakter trasy organizacja i logistyka jest tam na niezmiernie skomplikowana. Trasa maratonu w Bostonie jest prawie linią prostą. Nie biega się tam w kółko (tak gdzie start, tam meta), jak zazwyczaj. Start jest w miejscowości Hopkinton 42km od mety. Dodatkowo trasa jest wąska (oczywiście jak na 27000-30000 ludzi którzy tam biegną). W związku z tym, nie ma tam jednego startu, podczas którego wszyscy startują. Tam startuje się „falami” – mamy jakby 4 osobne starty. Więc wyobraźcie sobie, że organizatorzy, najpierw muszą przewieźć wszystkich biegaczy na start (co też robią „falami”),  potem wszystkie te fale z osobna przeprowadzić z miasteczka biegaczy na start (jakieś 1,2km) i jeszcze wszystkie te wszystkie „fale” wystartować. Perfekcja organizacji.

119 Boston Maraton 2015 - dojazd do Hopkinton

119 Boston Maraton 2015 – dojazd do Hopkinton.

Oczywiście jest możliwość pojechania do Hopkinton na własną rękę. Tylko kto o zdrowych zmysłach zrezygnowałby z darmowej, godzinnej przejażdżki prawdziwym Hamerykańskim autobusem szkolnym? Kto nie chciałby poczuć się jak w Hamerykańskim filmie? Droga minie Wam bardzo szybko, bo w autobusie na pewno poznacie kogoś z kim przegadacie całą drogę.

Na pewno za perfekcją organizacji  stoi też  ponad 9000 wolontariuszy. Możliwe, że w Bostonie jeszcze trudniej zostać wolontariuszem, niż zakwalifikować się na bieg. Większość z nich pomaga przy Maratonie od kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu lat. Np. Pani, która wydawała mi numer startowy jest wolontariuszem od 17 lat. Jeżeli pojadę tam za rok, to bardzo prawdopodobne, że znów trafię na ta samą Wolontariuszkę.

119 Boston Maraton 2015 - wolontariusze

119 Boston Maraton 2015 – wolontariusze

CZY TO MÓJ OSTATNI BOSTON MARATON?

Mam nadzieję, że nie.

Czy ktoś z Was już też tam biegł? Czy Wasze doświadczenia są podobne?

1 Komentarz:

  1. Pingback: Kwalifikacja do Boston Maraton – CoJaBiegam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>